piątek, 13 lipca 2012

Summer is in the air


Ja już od tygodnia mogę cieszyć się wakacjami :D Co za tym idzie mój blog przestanie być zaniedbany, za co serdecznie Was przepraszam :* 
Już niedługo zawitam do Kołobrzegu, a tymczasem wypoczywam wśród mazurskich jezior. Niesamowicie cieszy mnie perspektywa codziennego wylegiwania się na plaży (oczywiście jeżeli pogoda na to pozwoli) i spacerowania po nadmorskich deptakach :) Koniecznie napiszcie jak Wy spędzacie wakacje.
Całusy

sobota, 14 kwietnia 2012

Święta i zakupy

Witam Was serdecznie! Znowu długo się nie odzywałam, ale pamiętam o moim blogu ;) Jak minęła Wam Wielkanoc? Ja święta spędziłam w miłej rodzinnej atmosferze. A jak się objadłam! Dobrze, że do wakacji jeszcze trochę czasu, bo muszę zrzucić przynajmniej 2 kg, żeby móc pokazać się w bikini.

Kolejna sprawa to zakupy. Pamiętacie mojego posta o wiosenno- letnich must have? Z uśmiechem na twarzy z mojej listy mogę odfajkować płaszcz (H&M), miętowe spodnie (ZARA) i okulary (H&M) :) Jako bonus zakupiłam też koturny (Deichmann), które świetnie komponują się z trenczem. Teraz planuję zakup miętowego swetra, który bezczelnie kokietował mnie w Zarze ;) No i oczywiście niedługo będzie trzeba wybrać się na typowo letnie zakupy. Do szczęścia potrzeba mi jeansowych jasnych szortów, kilka topów, balerin w kolorze nude i moich najukochańszych japonek, które stanowią podstawę mojego letniego obuwia. Poluję także na pastelowe i neonowe lakiery do paznokci. W końcu zadbane dłonie i stopy to podstawa.


Pozdrawiam Was kochani i życzę udanego weekendu! Buśka :)

piątek, 16 marca 2012

WANTED: mint shorts

Poszukiwane szorty w kolorze miętowym. Cena bez znaczenia (no chyba że wyjedziecie z jakimś Armanim albo innym D&G ;p). Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, niech koniecznie da znać, bo już tracę nadzieję :(

Kisses ;*

Deal życia

Jak już pisałam moje włosy to jedna wielka masakra. Jednak po prostowaniu zawsze stawały się gładsze (oczywiście w miarę ich możliwości) i błyszczące. Dłuższy czas czaiłam się na prostownicę, ale zawsze szkoda było mi kasy, a nie specjalnie chciałam kupić jakiegoś biedronkowca (choć wcale nie twierdzę, że są złe- po prostu nie mam doświadczenia w użytkowaniu tego typu urządzeń i wolałam zacząć od czegoś ze średniej półki). Pewnego pięknego dnia przechodząc w Tesco działem z prostownicami i suszarkami natknęłam się na OGROMNĄ przecenę postownic. Z tego co pamiętam były to głównie Remingtony. Najbardziej kusił mnie model s1005, ponieważ nagrzewa się do 230 st., a do tego kosztował najmniej, czyli UWAGA: 33 zł! Mało tego- pierwotna cena wynosiła 130 zł. Ucieszyłam się jak dziecko i poprułam do kasy z ostatnią sztuką. Deal życia! :D


Zajrzyjcie do Tesco, może i Wy wyrwiecie coś z przeceny ;)
Buziole ;*

wtorek, 14 lutego 2012

Lowe lowe


Witam Was w ten wyjątkowy dzień! Mam nadzieję, że miło go spędzacie. Według mnie Walentynki to piękne święto, które daje nam pretekst do tego, by choć na chwile zapomnieć o codziennych problemach i spędzić czas z tymi kochanymi i kochającymi (mam na myśli zarówno partnera/partnerkę jak i rodzinę). Możemy zdać sobie sprawę z tego, jak ważni są dla nas nasi bliscy, choć często nawet im tego nie mówimy. A jak przyjemnie jest dostać i zrobić niespodziankę walentynkową kochanej osobie... To dostarcza nam energii na cały tydzień i sprawia, że uśmiech nie schodzi nam z twarzy :)
Dużo miłości <3

sobota, 11 lutego 2012

Hair Care

Hey!
Dziś pokażę Wam w jaki sposób ostatnimi czasy pielęgnuję swoje włosy i przynosi to w miarę oczekiwane efekty (choć trudno mówić o jakichkolwiek efektach, jeśli ma się takie włosy jak ja). Niestety matka natura nie obdarzyła mnie gęstymi, lśniącymi włosami. Właściwie są one ich całkowitym zaprzeczeniem. Do tego często się puszą i wyglądają, jakbym dzień w dzień masakrowała je prostownicą, której nota bene nawet nie posiadam. No ale skoro już mam te pięć piór na krzyż, to staram się dbać o nie w najlepszy możliwy sposób. Produkty, które wybieram mają wygładzić, nadać blask i objętość moim włosom. Całkiem niezła okazała się gama produktów z serii Wella Pro Series Repair:

Po ich zużyciu postanowiłam zmienić serię, aby włosy nie przyzwyczaiły się do tych produktów. Od tamtego czasu próbowałam już szamponu dla dzieci (Bambino), który zarówno moje włosy jak i mnie doprowadzał do szału, kiedy to nie mogłam wyszarpać grzebienia z kołtunów. Brrr... aż mnie dreszcze przechodzą jak o tym myślę... Zaś jeśli chodzi o odżywki, przez moją łazienkę przewinęła się uwielbiana przez moją mamę Mrs Potter i najtańsza odżywka z Tesco do włosów farbowanych. Obie działały podobnie, czyli z moimi włosami nie robiły praktycznie nic (no może poza ułatwieniem rozczesywania). No i przyszedł dzień, kiedy zdecydowałam się zakupić serię z Gliss Kur Ultimate Repair i odżywkę w spray'u Gliss Kur Hair Repair:

Ten zestaw okazał się moim wybawieniem. Teraz moje druciane włosy są w miarę gładkie i lśniące. Do szczęścia brakuje mi tylko jedwabiu z CHI lub Biosilk (o ile zdzierżę ten straszny zapach ;o) i mam nadzieję, że moje piórka przestaną się stroszyć ;)

Podsumowując, z czystym sumieniem mogę polecić Wam serię Welli oraz Gliss Kur. Jeżeli znacie produkty, które sprawdzają się przy pielęgnacji takich beznadziejnych włosów jak moje, koniecznie dajcie znać. Liczę na Was ;) 
Kisses ;

wtorek, 7 lutego 2012

New Collections- Spring/Summer Must Have

Zaliczyłam już pierwszy wypad w celu rozeznania w letnich kolekcjach. Zapewne wyszłabym ze sklepów obładowana niczym tragarz, jednak byłam nieco ograniczona czasowo, co było dla mnie niesamowitą mordęgą, szczególnie, kiedy widziałam ile rzeczy mogłabym przygarnąć :) W sobotę zaspokoję swoje pragnienia i pochwalę się w co się zaopatrzyłam ;p. Poniżej wrzucam fotki rzeczy, które według mnie są warte uwagi i za którymi przede wszystkim będę się rozglądać:
 


 


Buziole :)

piątek, 3 lutego 2012

News

Dzień dobry! Z racji warunków pogodowych zrobiłam sobie wolne od zajęć. Wczoraj myślałam, że zamarznę wracając do domu :( Lubię zimę, ale tylko w lipcu i sierpniu ;p Wstałam przed szóstą i temperatura (-26) zrobiła na mnie taaaaakie wrażenie, że już nie mogłam zasnąć. Do rzeczy- jutro wybieram się do Warszawy po Lilou (tym razem nie dla mnie ;)) i zupełnie przypadkiem wpadnę do SuperPharm, aby całkiem niechcący zgarnąć do koszyka Triacneal z Avene ;) (mam nadzieję, że będzie w promocji). Obiecałam post o pielęgnacji twarzy i podtrzymuję swoją obietnicę, jednak potrzebuję trochę czasu na dłuższe przetestowanie nowych produktów do pielęgnacji buźki, ponieważ ostatnio diametralnie zmieniłam sposób, w jaki o nią dbam. Plany na dziś? Na pewno ogarnąć mieszkanie, zrobić parę rzeczy związanych z uczenią i poopierniczać się ;p A... właśnie sobie przypomniałam, że wieczorem mam spotkanie... :( A już się cieszyłam, że przesiedzę ten mróz w domu...

czwartek, 26 stycznia 2012

RECENZJA: Elf Powder Brush


Dzisiaj pod nóż idzie dość popularny flat top z Elfa ;) Ja używam go do aplikacji płynnych podkładów.

Plusy:
- cena (allegro ok 30 zł)
- działanie (jeżeli wcześniej nakładałaś podkład palcami, to uwierz, że już tego nie powtórzysz ;p)

Minusy:
- jakość wykonania: rozklejająca się rączka i wypadające włosie

Podsumowując: Uważam, że mimo kiepskiego wykonania pędzel jest warty zakupu. Natomiast włosie nie wypada cały czas. Po pewnym czasie użytkowania zauważyłam, że w czasie prania dość dużo go wypadało, jednak teraz sytuacja została opanowana ;) Za 30 zł jestem gotowa skleić tę rączkę i cieszyć się całkiem fajnym pędzlem :) Napiszcie, co o nim sądzicie?
Kisses :)

Every day make-up routine

Jako, że zamiast robić skomplikowany makijaż, zdecydowanie wolę pospać 10 min dłużej, moja rutyna szpachlowania jest chyba najprostszą z możliwych. Na wszystkie czynności, które wykonuję rano, staram się poświęcić jak najmniej czasu, toteż zarówno mój makijaż, jak i poranna toaleta ogranicza się do minimum.

1. Po odpowiednim przygotowaniu twarzy (o tym przeczytacie w kolejnym poście)  nakładam podkład, jednak wyłącznie w miejscach, które wymagają krycia (broda, nos). Niezależnie od pogody, humoru i wszystkich innych czynników był, jest i będzie to Revlon Colorstay (180 Sand Beige), który bezgranicznie kocham. Do jego aplikacji używam flat top'a z Elfa (o nim również wspomnę coś więcej).
2. Kolejnym skomplikowanym krokiem w tym jakże skomplikowanym makijażu jest nałożenie bronzera. Jako właścicielka dość pucułowatych policzków, wybieram te w chłodnym odcieniu, których zadaniem jest wysmuklenie twarzy. Jakiekolwiek drobinki i brokat nie wchodzą w grę. Aktualnie moim ulubieńcem jest Benefit Hoola (cudo! :D). Do aplikacji bronzera używam pędzla z Ecotools (nr 1201).
3. Następnie wykonuję czarnym/brązowym eyelinerem kreskę na górnej powiece. Zazwyczaj wybieram te z Miss Sporty.
4. Rzęsy tuszuję czarnym tuszem. Obecnie używam Astor LookOut, który u mnie niestety się nie sprawdził. Jak do tej pory moim naj jest Sexy Curves Rimmela i Define-A-Lash z Maybeline.
5. Ostatnim i opcjonalnym krokiem jest pomalowanie ust wszelkiego rodzaju odcieniem bladego różu. Jako, że w mojej torebce raz pomadka jest, a raz jej nie ma (a malowanie ust to czynność, którą wykonuję w tzw. międzyczasie) nie jest to stały element mojego makijażu.

To tyle jeśli chodzi o mój makijaż dzienny. Chętnie zobaczę jak Wy malujecie się na co dzień.
Kisses :)

środa, 25 stycznia 2012

I'm still alive!!!

Przepraszam! Nie było mnie od listopada, a miałam wrażenie, że ostatnia notka była przeze mnie pisana może tydzień temu... Oczywiście nie zapomniałam o blogu. Powodem mojej długiej nieobecności był brak czasu i lenistwo, które często przejmuje górę nad obowiązkami (chociaż pisanie bloga jest wyłącznie przyjemnością, więc chyba nad przyjemnościami lenistwo też bierze górę, ech... ;p) Jednak z nowym rokiem zapowiadam wielki COMEBACK :D I mam nadzieję, że wraz z nowymi postami przybędzie mi także nowych czytelników :)
Tymczasem ja idę oglądać film. A w chwili relaxu polecam Wam moją ukochaną ostatnimi czasy piosenkę:

(Mam nadzieję, że ACTA mnie za to nie aresztuje ;p)
Kisses!

poniedziałek, 28 listopada 2011

My favourite fragrance

Cały czas jestem na etapie poszukiwania swoich idealnych perfum. Znalazłam już idealny zapach, jednak ze względu na trwałość, nie zasługuje on na miano mojego tego jedynego. 

Mowa o Kenzo- Pure Femme:


Jest to najświeższy zapach, jaki kiedykolwiek miałam okazję poczuć. Mocno wyczuwalna woń orzeźwiającej lilii wodnej. Byłby na prawdę idealny. Właśnie tak chciałabym pachnieć. Byłyby moimi ulubionymi perfumami i nie rozstawałabym się z nimi ani na chwilę. No właśnie... byłyby :( Ich trwałość jest porównywalna do trwałości dezodorantu w areozolu ;/ Do tego cena 220 zł (50 ml) za wodę toaletową, której woń utrzymuje się krócej niż wody toaletowej za 20 zł, wydaje się absurdalna. Zapach kocham, jednak trwałość nie do przyjęcia.

Kolejnym zapachem, do którego często wracam, jest Guess- Parlux:

Tu na szczęście z trwałością jest lepiej. Również jest to w miarę świeży zapach, jednak nieco słodszy (absolutnie nie jest to słodycz Escady, do której nie mogę się przekonać). Zdecydowanie dominuje woń kwiatowa. Używam go na dzień, lecz w cieplejszych miesiącach, ponieważ zimą może być za lekki i umknąć nam w tych mrozach ;)

Czymże byłaby moja kolekcja bez Diora? ;p (Oczywiście żartuję- jednak jest to zapach, który z całej mojej kolekcji, jest najbliższy ideału):


Klasyk! Nie wypada mi powiedzieć niczego złego na jego temat. Znowu w miarę świeży, jednak najsłodszy ze wszystkich, które posiadam. Używam na wieczór, nie tylko ze względu na zapach, ale i cenę ;p Według mnie perełka wśród górnopółkowców. Myślę, że sprawdziłby się również na dzień.

A teraz coś bardziej przystępnego cenowo:
Outspoken by Fergie (AVON)


Mój ukochany zapach na zimę. Zawsze będzie kojarzył mi się z mroźnymi porankami :) Jest to zapach, który, mimo tego, że nie trawię duszących i przesadnie słodkich perfum, bardzo przypadł mi do gustu. Nie jest to  przyprawiający o ból głowy muchozol, jednak jak na mnie, dość ciężki zapach. Ciężki i bardzo trwały. Mocno wyczuwalna jeżyna, która orzeźwia i sprawia wrażenie zamrożonej, ale też nadaje charakteru, przez co zapach nie jest nijaki. Ogromnym plusem jest także cena (katalog AVON- 89zł, jednak poczciwe allegro wycenia go na ok. 40 zł ;p). 
Niedługo będę miała okazję wypróbować także jego nową wersję- Outspoken Intense. Jeśli już go używałyście, koniecznie dajcie znać, co o nim sądzicie.

Już wystarczająco się naprodukowałam ;p
Pozdrawiam i całuję

Skarpetki+szpilki?

Ostatnimi czasy na wybiegach oraz pośród celebrytów można zauważyć nowy trend, a mianowicie połączenie skarpetek ze szpilkami. W zależności do faktury, koloru i długości skarpetki możemy osiągnąć zupełnie różny efekt. Mnie najbardziej przypadł do gustu look a'la pokojówka:





Przy takim zestawieniu element skarpetek nie wydaje się być niepotrzebny i nie wygląda dziwnie. Wręcz dodaje klasy i delikatności strojowi. Do tego świetnie dobrane dodatki i wyglądamy świetnie :)

Bardzo dobrze wyglądają także getry lub podkolanówki wystające znad butów z wyższą cholewką:





Są jednak takie stylizacje, w których skarpetki wydają się być zbędnym elementem. Pamiętajmy: nie warto zakładać czegoś tylko dlatego, że jest modne ;)





Napiszcie, co sądzicie o zestawieniu skarpetek i szpilek?
Pozdrawiam :)

Perfect foundation



Mowa o podkładzie Revlon Colorstay. Chyba każda z nas słyszała wiele dobrego i pewnie jeszcze więcej złego na temat tego produktu. Cóż... faktycznie jest w nim coś, co może odrzucać. Ja też nie zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Właściwie po jego pierwszym użyciu byłam wręcz przerażona. Na mojej twarzy utworzyła się biała (oczywiście dobrałam za jasny odcień) skorupa pokryta suchymi skórkami, o których wcześniej nawet nie miałam pojęcia (tym bardziej, że mam cerę mieszaną). Jednak dałam mu szanse i na następny dzień użyłam go po wcześniejszym zrobieniu masakrycznie ostrego peelingu. Problem suchych skórek zniknął. Z czasem używało mi się go coraz lepiej. Teraz jestem w nim bezgranicznie zakochana i póki co nie zamienię go na żaden inny. Pamiętajmy jednak, że jest to podkład dość ciężki, dlatego latem kompletnie z niego rezygnuję i moją twarz chroni jedynie krem z filtrem. Natomiast na co dzień aplikuję go wyłącznie w miejsca, które wymagają krycia, tj. broda, nos.

Plusy:
+ krycie (możliwość nabudowania wymaganego krycia)
+ cena (ok. 69 zł jednak na przeciw wychodzi nam allegro ---> ok. 40 zł)
+ ogromna gama kolorów
+ wersja do cery suchej oraz do cery tłustej i mieszanej
+ mat przy podkładzie do cery tłustej i mieszanej

Minusy:
- niepraktyczne opakowanie (brak pompki)
- odrzucający zapach (przypomina nieco likier)
- podczas aplikacji wymaga wprawionej ręki (szybko zastyga)

Ja osobiście jestem zadowolona z podkładu, jednak każdy ma inne oczekiwania, dlatego decyzję o zakupie pozostawiam Wam.
Pozdrawiam :)

czwartek, 17 listopada 2011

Work work work haaaaaaard

W tym tygodniu mam tyyyle pracy, że z niecierpliwością czekam na weekend. Na szczęście jutro piątek :) Szczerze mówiąc, żeby zmobilizować się do roboty, musiałam dostać porządnego kopa w dupę. Dopiero teraz stwierdziłam, ze odpocznę sobie w sobotę i wzięłam się w garść. Jedyne, co mnie dobija, a na co specjalnie nie mam wpływu, to wstawanie po szóstej, co dla mnie- pierwszorzędnego śpiocha- jest niesamowitą mordęgą. Na szczęście taka "nocna" pobudka jest u mnie koniecznością tylko dwa razy w tygodniu :D Teraz, już po zrobieniu (w większej części) tego, co miałam dziś zrobić, idę oglądać "Kuchenne rewolucje" i się poopierdzielać ;p Dobranocka ;*

P.S. Spójrzcie, jakie cudne paznokcie miała ostatnio Dulce Candy <3

IMG_3260

piątek, 11 listopada 2011

RECENZJA: Matte Collection AMC Lip Pencil

Ostatnio będąc w Inglocie w poszukiwaniu pomadki w odcieniu nude pani przekonała mnie do zakupu kredki do ust. Kolor mi pasował- delikatny róż wymieszany z beżem, czyli to, czego szukałam (nr 14). Zacznijmy od zapewnień producenta:
Długotrwała kredka do ust używana przez profesjonalistów, zapewniająca nawilżenie przez kompleks z lanoliny i masło z awokado.
[www.inglotcosmetics.com]

Niestety nie mogę zgodzić się z ŻADNYM (!) z zapewnień producenta. Na moich ustach kredka utrzymuje się maksymalnie pół godziny (bez jedzenia i picia). Po upływie tego czasu produkt zbiera się na ustach tworząc nieestetyczną kreskę, zaś same wargi wyglądają jak suche wióry :( Uważam, że kreda ta nie jest warta ani złotówki (a już na pewno nie 20 zł) Jednym słowem bubel. Nie dajcie sobie wcisnąć tego produktu przez panie z Inglota bo ,z tego co wiem, mają one odgórnie przykazane namawiać do zakupu tego badziewia.
Napiszcie co sądzicie o tym produkcie. Pozdrawiam i całuję :)

czwartek, 10 listopada 2011

Moje miejsce na Ziemi

Cześć! Czy Wy też cieszycie się tak samo jak ja z tych trzech wolnych dni? :D Ja planuję wykorzystać tę wolność w 100%. Dziś przede wszystkim wyspałam się po długiej podróży, jaką odbyłam wczoraj. Obecnie jestem na Mazurach u babci i dziadka (czy to nie cudowne, że ludzie mogą przeżyć ze sobą ponad 40 lat?). Cóż... może moje dzisiejsze dokonania nie zmieniły świata na lepsze, ale miło spędzam dzień. Wieczorem mam zamiar jeszcze urządzić wraz z wujkiem (który nota bene jest ode mnie starszy o 10 lat i świetnie się dogadujemy) maraton filmowy :D Oprócz tego koniecznie muszę spotkać się z moimi przyjaciółkami, z którymi spędziłam dzieciństwo. Nigdy nie możemy się nagadać :D 
Uwielbiam być tu - na Mazurach, ponieważ zawsze będą mi się kojarzyć z beztroskimi szczenięcymi latami, kąpielami w jeziorach i moimi pierwszymi zauroczeniami ;p. Śmiało mogę nazwać je moim miejscem na Ziemi, do którego zawsze chętnie wrócę. Życzę miłego weekendu. Buziaki!



PS Zachęcam Was do głosowania na Mazurskie Jeziora w plebiscycie "7 Nowych cudów Natury" :) Możecie to zrobić na www.new7wonders.com (wybieramy język polski) lub wysyłając SMS (więcej info na www.mazurycudnatury.org ).

niedziela, 6 listopada 2011

Komedie: "To tylko sex" i "Kac Vegas 2"

TO TYLKO SEX/ FRIENDS WITH BENEFITS
Całkiem niedawno obejrzałam ten film po raz pierwszy. Jako niewymagający widz mogę śmiało powiedzieć, że jest świetny. Dawno nie śmiałam się tak z żadnej komedii. Do tego piękna Mila Kunis i MEGAprzystojny Justin Timberlake w rolach głównych :) No i piękny Nowy York, który aż sam prosi się o odwiedziny ;p


KAC VEGAS 2/ THE HANGOVER PART II
Kolejny film, który poprawił mi humor w ciągu ostatnich dni :) Nowy wątek w życiu bohaterów, jednak oparty na pierwszej części. Nie chcę opowiadać Wam fabuły, ale podobnie jak w "To tylko sex", nie spodziewajcie się nagłych zwrotów akcji czy wielkich niespodzianek. Lekka komedia dla wszystkich. Powiem tylko, że najbardziej rechotałam się na samiutkim końcu, kiedy to wyjaśniają się pewne aspekty ;)

Bransoletki Lilou- moje przemyślenia


Co to takiego jest? Lilou to bransoletki, składające się z medalika (do wyboru srebrny lub pozłacany) zawieszonego na regulowanym sznurku (obecnie dostępne także srebrne okrągłe bransoletki lub tzw. filofany). Jednak ich wyjątkowość polega na możliwości wygrawerowania własnego napisu na medaliku. To sprawia, że nasza Lilou jest niepowtarzalna i ze względu na grawer ma dla nas sentymentalne znaczenie.
Mnie w Lilou urzekła właśnie ta indywidualność i możliwość noszenia na nadgarstku czegoś, co symbolizuje nam pewne ważne wydarzenia, czy też bliskich nam ludzi. Tym sposobem jestem posiadaczką trzech bransoletek ;p :

(Przepraszam za jakość, ale mój telefon nie podołał ;p)

Pierwszą Lilou zakupiłam w kwietniu (dziewczynka + 4 białe perły). Byłam straaasznie podekscytowana, ponieważ na te bransoletki chorowałam już od dawna. Zdecydowałam się na złoty medalik. Kiedy przyjechałam odebrać upragnione cudo, zakochałam się od pierwszego wejżenia. Zakupienie kolejnych Lilou było więc tylko kwestią czasu ;) Ufff... historia niczym Love Story :D
Jednak z biegiem czasu złoto z medalików zaczęło się ścierać i powstał nieestetyczne, miedziane placki :( Grawer również przestał być widoczny. Dlatego baaardzo żałuję, że zdecydowałam się na pozłacane medaliki. Jakby nie było srebro to srebro i nie ma możliwości, aby się starło, czy odbarwiło. Uważam, że jakość bransoletek ze złotymi medalikami jest absolutnie nieadekwatna do ceny :( Absolutnie nie potępiam Lilou, ponieważ w dalszym ciągu jestem nimi zauroczona i chętnie zakupię kolejne, ale SREBRNE (!!!). To samo mogę polecić Wam. Więcej informacji o Lilou znajdziecie na ich stronie internetowej www.lilou.pl .
Pozdrawiam :)

poniedziałek, 31 października 2011

Must Have- kardigan z łatami na łokciach

Od jakiegoś czasu w sieciówkach można zauważyć wysyp marynarek i sweterków z łatami na łokciach. Mnie ten trend bardzo przypadł do gustu i z tego względu przyjżałam się większości tego typu ciuchów w różnych sklepach. Oto i one:

(Przepraszam za jakość zdjęcia, ale było robione telefonem). Klasyczny kardigan w kolorze karmelu z ciemno brązowymi łatkami imitującymi zamsz. Takiego właśnie szukałam i to w niego się zaopatrzyłam, choć nie obiecuję, że nie zakupię kolejnego ;p Cena: 79 zł H&M

Koszula z łatami na łokciach H&M 99zł

H&M

H&M 99zł

Kardigan z metalicznymi łatami
Stradivarius 119,90zł (Ostatnio widziałam go w promocji za 69 zł)

Pull&Bear 99,90 zł

To jedne z wielu propozycji, jakie oferują nam popularne sieciówki. Oczywiście same również możemy ozdobić nasz sweterek łatkami. Uwierzcie, że nawet największe beztalencie krawieckie (patrz: ja) będzie w stanie to zrobić :)
Pozdrawiam Was serdecznie :)